We Wrocławiu pada śnieg z deszczem i wieje, więc nie korci mnie, żeby gdzieś wychodzić. Na tą paskudna zawieruchę odkopałam jeden z najpiękniejszych reportaży, które udało nam się zrobić. Ciepło, słonecznie, pysznie, tanecznie. To było w sierpniu i mieliśmy być gośćmi, jednak los tak spłatał figla, że wystąpiliśmy również w roli fotografów;) Co tu mówić: jeden z najlepszych moich przyjaciół, jego urocza żona i rodzina, którą znam od brzdąca-słowem jak u siebie! Atmosfera była od samego początku bardzo poruszająca, nie myślałam nigdy, że tak będę przeżywała ich najważniejszy dzień w życiu. Zaczęło się już w kościele niespodzianką przygotowaną przez młodych dla rodziców: gdy z chóru rozbrzmiała wzruszająca pieśń nie było w kościele ani jednej pary oczu, z której nie popłynęła strużką łza… ahhh. A później zabawa, chmara komarów, zabawa i zabawa;) Chodzi tu o mini sesje zdjęciową w plenerze w trakcie wesela, z której wialiśmy co sił w nogach oganiając się od tych bzyczących potworów. Na szczęście tuż po przekroczeniu progu sali weselnej, gdzie goście bawili się w najlepsze szybko przestaliśmy się drapać i poszliśmy w tango dorównać weselnikom! Cóż trzeba powiedzieć jedno, że w Koninie czas na zabawie płynie!
PS. wniosek nr 1: nie rób nigdy sesji zdjęciowych w trakcie wesela!
wniosek nr 2: zawsze miej przy sobie chusteczkę..:)
Ania









































